MÓJ TRZEPOT SKRZYDEŁaleksandretta |
|
CUDOWNE OCZYSZCZENIE?!kiedyś zastanawiałam si czy gdybym wszystkie żale i złosci, wszystkie pretensje wygarnęła ojcu w twarz, jak kurz z pod dywanu, czy przyniosło by mi to rzeczywiście oczyszczenie. nawet śniłam wiele razy o tym jak to robie, jak zasycha mi w gardle...jak móię, móię, potrem krzyczę i w końcu ne mogę wydobyć słowa z siebie...Teraz jestem na etapie, że wszystko nei ma sensu..nie ma sensu móić, ze ktoś kto powienin się dobrze nam kojarzyć -nienawidzimy...że nienawidizmy swojego czasu dziecięcego, kiedy się było zaleznym od dorosłych...Wczoraj moja mam była u ojca, i poweidziała mu jak bardzo nas krzywdził, nas wszystkich...tyle, że ON nie zdaje sobie sprawy z tego...więc gdyby to zrobiła nic by to nei dało. Nie cofnę czasu,ani nie wrócię i nie zatrę przez to wspomnień, nie zmienię ich! Moje nerwy były by znowu nadszarpniete, a nic komletnie nic by to nie dało...Więc po co?! Nawet doniego nie dotarło by, że człwoeik od człwowieka się różni i z tego powodu nie wolno nikomu się wyzywac na drugim. Co dziwne przyłapałam się na takim samym postęppowaniu w stosunku do własnego syna, aprzeciez rozwiodłąm się żeby miał spokojny dom...moj uparciuszek. Pracuję nad sobą, nie wnerwiam sie jak kiedyś, czasem bucze, ale pod nosem, zeby nie być jak ojciec! KATEM! Wiecie myśle, ze nie ma czegoś takeigo jak cudowne oczyszczenie, bo kazde słwoo i wspomnienie przywoływane boli nas bardziej niż tego kto je słyszy! Słyszy je pierwszy raz, nie przeżywa je, jego nei bolało...żcyie(?) jego nei bolało nic, to ja cierpiałam,jaaaa.... Moje ja, moje jestestwo, moje wpsomnienia, moje dzieciństwo, moja samotność...i wreszcie moje ciało...nie tylko dusza... Pamiętam jak kiedyś byłam u brata w pokoju, drzwi były pozamykane, stare budownictwo, meiszkanie sto metrów kw, więc będąc w ostnim pokoju, w którym brat miał pokój nic nie było słychać w pierwszym i na odwrót. Nagle wderzył(tak wdrezył!) ojciec do pokoju i mówi , ze mnie wołał i czemu nie przyszłam, a ja powiediałam, po prostu nie słyszałam...dostałam taki wpierdziel że ...szok...ON zrozumiał ze słyszałam..i na jego rozkaz nie chciałam przyjść, a ja mając zaledwie 10 czy 11 lat nie pozwoliłabym sobei na coś takiego!!! Pamieam zdarzenia, tkaie zdarzenia, moze zaciera mi się czy miałam jeden rok więcej czy miej bo były podobne, ale same zajścia pamietam, chyba zbyt dobrze! Kiedy siedziałam jak mysz pod miotłą i malowałam sobie, kredki miałam w tkaim koszyku jak kobiałka, zostały mi wysypane na podłogę ze słości, nawet nie wiem dlaczego. Pamietam, ze potem miałam je szybko zbierac z podłogi, bo ojciec był wściekły a piana mu z ust leciała...bardzo się wtedy bałam... Albo jak moja coś powiedizała co się nei spodobało mu, jak rzucił podczas kolacji w mame jajkiem, mam się uchyliła i na scianie został na długo ślad! Potem uciekalismy z domu...bo nie dało rady wytrzymać. Lądowałiśmy w domku u babci, która zdążyła już się w między czasie przeprowadzić do samodzielnego! Dziadek wychdoził i uspkajał gojak za nami przyjechał..i dopiero wracalismy dod omu, czasem była to niedziela, albo sobota w nocy i w niedzielę wieczorem dopiero wracalismy do domu! Aż dziwne że uczylismy się na tyle, ze nei zostaliśmy w kalsie...mój brat bardozdobrze, a ja średnio, potem w siódmej kalsie, wzięłam sie za siebei i uczyłam jak głupia...żeby dostac sie do dobrej szkoły...i udało się! Tyle, ze w pierwszej klasie średniej braki wyszły i nie były do nadrobienia...poza tym stres powodował, ze choć się nauczyłam kiedy nacuzyciel mnei pytał ja zacinałm się w sobei i nie umiałam nic wydobyć słowa. SZkoda że wtedy nei było tak jak teraz , że skzołą się interesowąła dziećmi...i wiedziała na temat psychiki dziecka więcej. Klasę powtórzyłam, ale dziś z perspektywy czasu nei żałuję. OD powórki kalsy miałam dobre oceny, braki wyrównałam, nabrałam pewności siebie. nawet PAn Prosfesor z fizyki dziwił się kiedy oddawał spradziny, klasówki, bo miałam dobre oceny!!!! I tak aż skończyłam szkołę! technikum! dziś startam sie aby moje dizecko nie miałao zaległosci, ale też jak widze jaki wyscig szczurów jest w jego kalsie i każdy patrzy nakazdego wilkiem, bo w domu się mówi o tym czy o tamtym odpuszczam mu... Oceny, wiedza , nauka ważna rzecz, ależcyei i prawdziwe dziecińśtwo na bezstrosce wazneiejsze! I to , że poświęci na miarę sowich możlwiości czas na naukę, i nacczy się tego czy owego...a potem pójdiz ena podwórko , do kolegi czy tp. A nie poświęci całego dnia na naukę, i nie przyniesie mi 6 tylko 5 czy 4 świat się ani jego ani mój nie zawali. Przed paroma minutami właśnie o tym było w dzień dobry TVN, żeby wydowbywac z dzieci to co lubi, to możńa na jego miare możlwiości!Nic na siłę! Nic za wszelką cenę! Głosuj (0)
Aleksandretta 04:11:07 6/01/2012 [Powrót] DOBRO SŁOWO ZAWSZE MILE WIDZIANE
|